OutdooroweABC
Źródło: Grzegorz Soczomski

Biegiem po grani

Biegu Ultra Granią Tatr nie przebiegłem ani w tym roku ani dwa lata temu, ale dzięki kilku wypadom w Tatry dobrze poznałem jego trasę. Poniżej znajdziecie zatem konkretne, a nie wyciągnięte z kapelusza informacje na jej temat, które podzieliłem na trzy bloki-etapy.

Po pierwsze, ułatwi to lekturę całości, gdyż tekst jest stosunkowo długi, a po drugie, stanie się podpowiedzią dla przyszłych zawodników, którzy chcieliby zrobić w Tatrach rekonesans. Każdy z etapów kończy się na punkcie żywieniowym w schronisku, na którym można zakończyć dany trening lub nabrać sił przed dalszym napieraniem.

Siwa Polana – Hala Ornak

Pierwszy etap zamyka się w niecałych trzydziestu kilometrach, podczas których czeka nas kilka mocnych podejść, techniczne zbiegi, ale i parę fragmentów, gdzie będzie można odrobinę odetchnąć lub zagrać o lepszą pozycję.

Na początek kilka podstawowych informacji. Na Hali Ornak obowiązuje limit czasowy 6 godzin i 30 minut od startu, czyli należy się tam pojawić najpóźniej o 10:30. W przypadku bardzo wysokiej temperatury i czystego nieba musimy się liczyć z perspektywą oparzenia skóry lub mocnego odwodnienia, jeżeli nie weźmiemy ze sobą solidnego zapasu wody. Od wejścia na Grzesia (1653 m.n.p.m.) nie ochronią nas już żadne drzewa aż do 2-3 kilometrów od Hali, gdzie zbiegamy w las. W czerwcu starczył mi litr wody, ale i pogoda trafiła się bardzo łagodna (na wysokości 2000 m.n.p.m. było ok. 3-4 stopni Celsjusza). Gdy trenowałem tam w miesiącach wakacyjnych, było już dużo gorzej i trzeba to koniecznie wziąć pod uwagę.

Start na Siwej Polanie ma swoje wady i zalety. Z jednej strony czekający nas kilkukilometrowy bieg po asfalcie, a z czasem po ubitej ścieżce to doskonała okazja by ustawić się na swoim miejscu w szeregu. Wyobrażam sobie jednak, że wielu zawodników poleci tam w pałę i później będzie tego żałować. Uczulam zatem – będzie gdzie się wykazać, Dolinę Chochołowską poświęćcie na lekką rozgrzewkę i nucenie ulubionej piosenki.

Do podejścia żółtym szlakiem na Grzesia nie czekają nas żadne niespodzianki. Potem jednak wyrasta przed nami dość solidne podejście i pewnie niewielu będzie ten fragment biegło. Na szczęście nachylenie na tym etapie nie powala na kolana, więc warto tam napierać (szczególnie gdy macie kije) zamiast się obijać.

Zaczyna się zabawa

BUGT zacznie się na serio dopiero za tym niewielkim szczytem. Podejście na Rakoń (1876 m.n.p.m.) da wam przedsmak czekającej zabawy, a człapanie pod Wołowiec (2064 m.n.p.m.) tylko ten efekt utwierdzi. Na pocieszenie dostaniecie pierwsze widoki, jeżeli tylko pogoda Was nie oszuka. Tu na szczęście nadal tańczymy na niewiekich kamieniach i luźnym żwirze.

Emocje przyniesie dopiero zbieg z Wołowca, gdzie pojawi się dużo więcej kamieni i skał różnych gabarytów.. Do Podejścia na Jarząbczy Wierch (2137 m.n.p.m.) trafimy na kilka fragmentów, gdzie lepiej będzie odrobinę zwolnić (jeżeli w ogóle będziecie tam cisnąć, co niespecjalnie polecam). Ale właśnie... podeście na Jarząbczy, tu zaczyna się seria skandali, którą wieńczy Starobociański Wierch (2176 m.n.p.m.).

Każde z tych podejść (z Kończystym Wierchem na 2003 m.n.p.m.) wyrasta przed nami niczym budynek i zmusza smutnego napierania. Przy tym zbiegi zaczną proponować coraz więcej trudności – czasami ciśniemy bardzo wąską ścieżynką niedaleko przepaści, innym razem pomagamy sobie rękami by przebić się przez skałki. Mocniejsze zbieganie tymi miejscami wymaga maksymalnego skupienia, odwagi i w miarę lekkich nóg by trochę poskakać i wykazać się umiejętnościami baletowymi. Na tym fragmencie dzieje się naprawdę dużo.

I zbiegamy

Za Starobociańskim czeka nas upragniony długi zbieg. Najpierw przypomina on bardziej zejście, bo trzeba pokonać skalne trudności, ale dalej po kamieniach lecimy już z luźną łydą. Polecam na początku uważać też na luźne kamienie i żwir, które potrafią szurnąć nas o metr w dal. Przez Siwą Przełęcz i Ornak do Iwanickiej Przełęczy zbiegamy bardzo intensywnie – na kamieniach przypominających te Karkonoskie i ze sporą różnicą poziomu. Momentami szlak przypomina schody, a nie ścieżkę i przy braku rozwagi możemy solidnie zbić tu uda.

Jak wspominałem, końcówkę lecimy chwilowo lasem. Przy wysokiej temperaturze nie da to dużej ulgi, ale przynajmniej osłoni od mocnego słońca na parę chwil. Im bardziej w las tym więcej jednak korzeni, które uzupełniają luki pomiędzy kamieniami. Na trasie warto mieć ze sobą przynajmniej lekką wiatrówkę, bo różnica temperatur na kolejnych fragmentach jest spora.

Podsumowując pierwszy etap, wbrew temu, co może sugerować profil trasy, który znajdziecie w internecie, musicie się przygotować na spore podejścia. Jarzębczy czy Starorobociański na pewno wybiją Was z rytmu i mogą wyssać sporo sił. Ponadto, w paru momentach na grani łatwo zakończyć żywot w górach, czego nie polecam nikomu. Widok wąskich ścieżek i skałek powinien w naszej głowie zapalić czerwone światło. Nie trzeba chyba wspominać, że na tym etapie biegu powinno nam zależeć na zachowaniu sił – zaraz za Halą znowu wylądujecie na podejściu pod grań, a potem czeka Was jeszcze Krzyżne.

Hala Ornak – Murowaniec (Hala Gąsienicowa)

Nie mam pojęcia, co jest serwowane na punktach żywieniowych, ale polecam jedno – uzupełnić bidony/bukłaki i możliwie dużą ilość jedzenia wziąć do ręki by od razu ruszyć dalej. Jeżeli wiązałoby się to ze śmieceniem na trasie, to niech was ręka boska broni, ale - patrząc perspektywicznie - najbliższe kilometry będą chodzone i nie ma co tracić czasu na punkcie. Początek zielonego szlaku Doliną Tomanową zaprasza do podbiegania i przy odrobinie sił możecie tam jeszcze chwilę docisnąć zanim przejdziecie do biesiadowania, większość jednak zacznie tu najpewniej podchodzić, a z czasem trasa zacznie się ciągnąc coraz bardziej pod górę i wybije z rytmu wszystkich.

Szeroka ścieżka zmieni się w single tracka wśród traw, a potem nagły zakręt i... kilka kilometrów napierania. Do Chudej Przełączki dotrzemy lekkim trawersem, na którym trafimy naciągnące się kamieniste schody, a rzadziej skrawki ziemistej ścieżki. Podejście Twardym Grzbietem na Ciemniaka (2096 m.n.p.n.) przypomina Starorobociański czy Wołowiec – smutno, ale znajomo. Polecam trzymać na tym fragmencie możliwie równe tempo, bo podejście nie jest trudne technicznie i trzeba po prostu zmusić się do napierania. Z pewnością pocieszą Was jednak widoki, które serwują nam Tatry już od początku podejścia.

Znowu na grani

Od Ciemniaka znowu hulamy po grani. Pierwsze trzy szczyty zobaczymy już na początek. W okolicach połowy drogi między Ciemniakiem a Krzesanicą trafimy na kolejny punkt łatwej śmierci, ale poza tym nie jest ciężko i w końcu można postarać się nadrobić trochę czasu. Droga na Małołączniak (2096 m.n.p.m.) i następującą Kopę Kondracką (2004 m.n.p.m.) nie powinna was zaskoczyć. Przypomina ścieżki, które przelecieliście już na pierwszym przelocie przez grań, choć wyraźnie mniejsze tu podbiegi i zbiegi. Przy odrobinie samozaparcia cały ten fragment można przebiec naprawdę szybko.

Za Kopą zaczyna się jednak zabawa. Zbieg z niej jest początkowo dość ostry, ale szybko zaczyna prowokować do rozluźnienia łydy, aż tu nagle... skały, ekspozycje, urwiska, jednym słowem: śmierć. W międzyczasie miniecie Goryczkową Czubę (1913 m.n.p.m.), która nie wybija się powyżej dwóch tysięcy metrów, ale zapewni wam aż nadto wrażeń. My dodatkowo trafiliśmy tam na sporą liczbę turystów i tego też należy się spodziewać (w końcu jesteśmy niedaleko Kasprowego). Część z nich miło ustępuje drogę, ale większość nosi się jak panisko na dworze. Przygotujcie ręce, bo na część skałek ciężko będzie wejść bez ich pomocy, no i uważajcie na nogi, bo kostucha ostrzy w kilkunastu miejscach kosę.

W stronę kolejki

Podejście pod Kasprowy to koniec technicznych wygibasów – wchodzimy kamienistą ścieżką i na siłę można tu podbiegać podobnie jak na Małołączniak. Turystów robi sięcoraz więcej, ale i trasa jest na tyle szeroka by wszyscy się pomieścili. Warto wziąć pod uwagę, że mijając Kasprowy, mijacie sklep – co prawda pół litra koli wyniesie was 8 zł, a woda chyba 5, ale przy 350 zł za start to nawet nie drobne. To szansa na złapanie dodatkowego punktu odżywczego, nawet jeżeli weźmiemy pod uwagę, że na Gąsienicowej będziecie za kilkanaście minut.

Zbiegamy żółtym szlakiem, a to oznacza kolejną porcję kamienistych schodów i slalom między turystami. Pocieszający może być fakt, że ten odcinek jest dość łagodnie nachylony i można tam solidnie docisnąć, jeżeli jeszcze mamy siły. Bardziej płaski fragment przed samym schroniskiem to już istny tor wyścigowy.

Podsumowując, na drugim etapie czekają na was piękne widoki. Zgodnie z przyjętą konwencją nie zamierzam silić się na poezję, ale jest naprawdę pięknie. Poza tym, możecie tu liczyć na dużą liczbę turystów (uczulam na Kopę, Kasprowy i zejście do Murowańca) i widmo śmierci między Kopą a Kasprowym. Nie da się jednak ukryć, że jest to etap łatwiejszy niż ten do Ornaku – podejścia, poza Ciemniakiem, są znacznie lżejsze, ale zbiegi zachęcają do łamania kostek.

Murowaniec (Hala Gąsienicowa) – Kuźnice

W przeciwieństwie do punktu odżywczego na Ornaku w Murowańcu polecam zjeść na miejscu przy napełnianiu bidonów/bukłaków. Tym razem nie czeka na nas bowiem podejście za samym schroniskiem, ale fragment, który warto będzie przebiec. Zejście na żółty szlak rozpoczyna się single trackiem wśród krzaków – podłoże to spore kamienie, po których można swobodnie biec. Zanim zacznie się podejście, które widać na profilu zdążymy nadrobić czas przeznaczony na jedzenie, a nawet więcej.

Podejście zacznie się na granicy wyznaczonej przez drzewa. Nie jest mocno nachylone i można tam solidnie napierać, dlatego też warto było zjeść wcześniej by mieć na to siły i nie tracić czasu na podjadanie. Częściowo można tam też podbiegać – warto nadrabiać każdy czas, który stracimy na drapanie się na przełęcz.

Zanim jednak to następi przelecimy kamieniami przez Dolinę Pańszczyca z Czerwonym Stawem. Od Murowańca do tego momentu będzie trochę mniej widowiskowych obrazków na trasie, więc nadal skupiamy się na biegu/napieraniu. Chwilę za stawem czeka nas strome, choć krótkie podejście niedaleko Wielkiej Kopki, a potem znowu mamy czas na bieganie zanim przyjdzie pora na Krzyżne. Kamienie na tym fragmencie są duże i stosunkowo wygodne.

Podejście na Krzyżne

Nie bez powodu obawiają się go wszyscy, którzy prześledzili profil biegu, w rzeczywistości nie jest to jednak najgorszy fragment trzeciej części trasy. Horror pod przełęczą zaczyna się tak naprawdę na ostatnich 400-500 metrach, gdzie czeka nas solidna wspinaczka po skalnych stopniach, ale zanim do tego dojdzie podejście jest całkiem rozsądne. Na wdrapanie się stracimy w tym miejscu sporo czasu, ale gorsze czeka nas na samej przełęczy...

Okazuje się bowiem, że „zbieg” z Krzyżnego jest znacznie gorszy niż podejście na tę przełęcz. Jest strome, wąskie, pełne nierównych kamieni i skał i w dużej mierze nie na daje się do rzeczywistego zbiegania. Momenty, dosłownie momenty, gdzie będziecie mogli trochę pohulać szybko przejdą w trudności, gdzie trzeba będzie pomóc sobie rękami albo przynajmniej solidnie zwolnić. Od Krzyżnego pocieszyć nas może jednak jedno – widok na Dolinę Pięciu Stawów zapiera dech w piersiach!

Dopiero jednak w okolicach Wielkiego Stawu trafimy na część szlaku, która nadaje się do porządnego zbiegania i trzeba tu wykorzystać każdy fragment. Warto mieć na uwadze, że przy Przednim Stawie ulokowane jest schronisko, gdzie za ok. 8 zł dostaniecie kolę czy izotonik. Oczywiście można tam też kupić lekkie przekąski. Biorąc pod uwagę, że na Wodogrzmotach czeka na was tylko woda/izo, warto się tam ewentualnie zaopatrzeć.

Biegiem do asfaltu

Następny fragment trasy prowadzi początkowo czarnym, a następnie zielonym szlakiem do Wodogrzmotów. To już czysty górski zbieg i należy z niego wycisnąć wszystko, co się da. Jedyna przeszkoda to niestety liczba turystów. Traficie tam na prawdziwe tłumy i nie będzie przesadą, gdy napiszę, że większość ma biegaczy tak głęboko w d..., że nawet aktorzy najobskurniejszych filmów porno byliby zdziwieni. Należy jednak zacisnąć zęby i lecieć przed siebie.

Do asfaltowej ścieżki na morskie oko traficie dosyć szybko, a tam ulokowany został ostatni punkt – tym razem z samymi płynami. Na szczęście lecąc w dół między turystami traficie po lewej stronie na sklep, gdzie można kupić napoje i słodycze (nie wchodziłem do środka, ale ceny najpewniej takie jak wszędzie, czyli trzykrotność tego, co w normalnych sklepach). To ostatnia szansa przed Kuźnicami, żeby nabyć cokolwiek do jedzenia.

Na deser jeszcze kilka podejść

Z asfaltu odbijamy w lewo, na czerwony szlak w stronę Rówieni Waksmundzkiej. Piewsze, co tam widzimy to oczywiście podejście i to nie byle jakie. Jeżeli wydawało się wam, że na Krzyżnem kończy się zabawa w człapanie, to... nie, nadal się nie kończy. Powiem więcej, to podejście będzie się ciągnąć przez kilka kilometrów, więc skupcie się na napieraniu, nie ma co biadolić. Z początku, raz na jakiś czas, spójrzcie też za siebie - traficie na przemiły widok na Dolinę Białki.

I tu można by właściwie zakończyć cały opis, bo od Psiej Trawki wypadałoby biec, a najlepiej biec szybko. Tam nie traficie już na dobre wymówki, bo trasa staje się łatwa i daje perspektywę na nadgonienie ostatniego podejścia. Warto na koniec zaznaczyć, że jeszcze przed Psią Trawką i dwa lub trzy razy za nią traficie na rzeki, których woda smakuje wspaniale jak żadna inna i chłodzi jak zamrażarka. W przypadku upałów warto korzystać z ich dobrodziejstwa.

Podejście na Nosalową Przełęcz jest krótkie i łatwe, a potem tylko jeden fragment zbiegu będzie mocniej nachylony i do samych kas na Kuźnicach leci się na luźnych łydach. Dalej wypada się już uśmiechać, bo meta będzie na wyciągnięcie ręki.

Udostępnij
Przeczytaj więcej interesujących artykułówBiegi Górskie Sanok 2022 16 wrzesień 2022
Sylwia Pachota-Rura
Już w sobotę startują Biegi Górskie Sanok 2022Po roku przerwy spowodowanej pandemią powracają „Biegi Górskie Sanok”. Przed nami V jubileuszowa edycja, organizatorem imprezy jest...
Szymon Makuch 11 październik 2022
Lilianna Błazenek
Szymon Makuch przerywa swój charytatywny bieg w północnym PakistanieBieg charytatywny KarakoRUN 2022 dobiegł końca. Po pokonaniu znacznej części 1000-kilometrowej trasy w północnym Pakistanie ultramaratończyk...
OutdooroweABC 22 marzec 2022
Grzegorz Soczomski
Vertical po polskuPanuje powszechne przekonanie, że w Polsce nie ma warunków na porządne trenowanie do zawodów typu vertical kilometer. Tymczasem w samym środku...
Zwycięzcy Tatra Fest Biegu – Mistrzostw Polski Skyrunning Ultra 2022 22 sierpień 2022
Lilianna Błazenek
Natalia Tomasiak i Roman Ficek zwycięzcami Tatra Fest Bieg 2022Natalia Tomasiak i Roman Ficek, zwycięzca poprzedniej edycji zawodów, wygrali w sobotę piątą odsłonę Tatra Fest Biegu – Mistrzostw Polski...
Łemkowyna Ultra Trail 2022 21 październik 2022
Lilianna Błazenek
Jesienna 9. Łemkowyna Ultra Trail już w ten weekendJedne z najpopularniejszych i najbardziej wymagających zawodów biegowych ultra w Polsce – Łemkowyna Ultra Trail – odbędą się już w...
Górski Bieg Frassatiego 25 maj 2022
Lilianna Błazenek
Beskid Mały: IV Górski Bieg Frassatiego już 11 czerwcaGórski Bieg Frassatiego, organizowany w Międzybrodziu Bialskim, doczekał się swojej czwartej edycji. Bieg jest rozgrywany od 2019 roku w...

Serwis outdooroweabc.pl używa ciasteczek (cookies), dzięki którym może lepiej działać. Dowiedz się więcej o polityce prywatności w naszym serwisie.

Niniejsza polityka prywatności Serwisu Internetowego ma charakter informacyjny, co oznacza, że nie jest ona źródłem obowiązków dla Usługobiorców Serwisu Internetowego. Polityka prywatności zawiera przede wszystkim zasady dotyczące przetwarzania danych osobowych przez Administratora w Serwisie Internetowym oraz prawa osób, których dane dotyczą, a także informacje w zakresie stosowania w Serwisie Internetowym plików cookies oraz narzędzi analitycznych.

Akceptuje